105% KSK

Zainteresowany? Poproś o ofertę!

Spotykamy się w słonecznym gabinecie z dominującym fasadowym przeszkleniem, zaskakują nas ciepłe kolory i wystrój. Nasze wcześniejsze spotkania były przelotne, targowe. Bogdan w pierwszym kontakcie wydaje się być trochę zamknięty, nawet szorstki. Jechałem na "imprezę" firmową z pewną obawą. Pierwsza rzecz jaka zaczęła zmieniać mój obrazek to załoga. Rozbawieni, swobodni ludzie z absolutnym brakiem oznak napięcia czy sztywności, rodzinna atmosfera i niespotykany ogródek z basenem na terenie firmy.

Cokolwiek się o Was mówi, nawet jeśli z przekąsem (zwłaszcza konkurencja) to zawsze przebija się jedna myśl, mianowicie to, że technicznie jesteście trudni do dogonienia. Gdzie leży tajemnica waszych umiejętności?

(Po dłuższym zastanowieniu...)
Ja jestem być może jedynym w tej specjalności szefem, który może w każdej chwili stanąć za maszynami... Ja sam nauczyłem się tej sztuki w Niemczech, ale co ciekawe, od dwóch pracujących tam Polaków. Byłem uważny, chciałem zrozumieć i wchłonąłem wszystkie tajniki, oczywiście prawie wszystkie, uczymy się całe życie...

Ale to Ty, skąd wzięli się Wasi fachowcy?
Pierwszych dwóch pracowników uczyłem równocześnie pracując nad marketingiem firmy. W ciągu dnia dziesiątki razy zmieniałem gumowy fartuch na strój handlowca. Początki były trudne. Kiedy razem powoli posuwaliśmy się do przodu, był telefon, ściągałem fartuch i rozmawiałem z klientem, kiedy wracałem, oczywiście było źle zrobione (śmiech). Dopiero po 2 tygodniach coś drgnęło, złapali i było coraz mniej błędów. Przez 3 miesiące jeszcze ich uczyłem, ale powoli robili się z nich fachowcy. Dzisiaj są lepsi ode mnie i bardzo mnie to cieszy. Ale najbardziej mnie cieszy, że zasada 105% jest czymś naturalnym dla nich i naszej firmy. Wdrożenie tego było najtrudniejsze, bo dotyczyło naszej mentalności. Tłumaczyłem: "jak zrobisz na 100%, to zawsze Ci 5% "urwie". Nie mogli pojąć (śmiech), mówili, "e... tam, dobrze jest..." Ja byłem uparty, cisnąłem, aby robili na 105% i wtedy wychodzi na 100%. Pomału, pomału to przenikało i po dwóch! latach mogłem się z tego wyłączyć, a Oni zaczęli uczyć innych. Dzisiaj są najlepsi w Polsce, bez dwóch zdań!

Reklama

A jak właściwie  to się stało, że jesteś przedsiębiorcą a nie np. urzędnikiem?

A... pewien szklarz mnie zainspirował!
W ogóle w biznesie jestem 20 lat, musiałem być biznesmenem, musiałem (śmiech). Pracowałem na początku w spółdzielni, mieszkałem 100 metrów obok i nigdy nie mogłem zdążyć. Te 100 metrów zawsze biegiem w napięciu mnie wykańczały (śmiech). Ale prawdziwym natchnieniem był dla mnie pewien solecki szklarz. Moja historia jest taka: zawsze miałem trochę szczęścia, pracowałem na bardzo dobrych budowach, budowałem np. obecny Mariot, pracowałem z Anglikami, Szwedami, to były znakomite doświadczenia. Przy okazji byłem diskdżokejem (śmiech), w czasach kawalerskich naprawdę nie narzekałem. Wtedy nagle zmarli moi rodzice. Musiałem wrócić do Solca, zająć się rodziną, pracowałem we wspomnianej spółdzielni i dostałem zadanie zrobić klub i wymyśliłem sobie kolorowy sufit ze szkła. Potrzebowałem szkła i pół roku nie mogłem go od tego szklarza dostać Bo albo on nie miał czym pojechać, albo przepił pieniądze z zaliczki. To mnie zastanowiło. Bo przecież gdyby on robił to z sensem, to można by było milionerem zostać. Postanowiłem zostać szklarzem. Poszedłem na kurs, mam papiery i tak powstał zakład szklarski. Wziąłem kredyt, kupiłem skrzynię szkła i z niej po tygodniu kupiłem 3 skrzynie, po roku miałem sporo szkła, samochód, pracownika. Potem była firma ogólnobudowlana. Ale tego nikomu nie życzę, w czasach komunistycznych pracować z murarzami itp.. Postanowiłem pojechać do Niemiec. To był okres hossy, ale nagle niemiecka firma się "wyłożyła". No i my się wykładamy na 130 tyś DM. W 1993 roku to było bardzo dużo, kłopoty, sądy... W tym okresie właśnie nauczyłem się technologii gięcia łuków. To był okres poszukiwań, nawet paprykę produkowałem. Aż postanowiłem wrócić do okien a konkretnie do łuków. Przekonałem firmę leasingową, znajomą do pożyczki i zaczęliśmy z żoną od zera. Startowaliśmy 8 lat temu z długiem 150 tys zł bez gwarancji, że się uda. Ale się zaparłem, marketing przeplatany ze szkoleniem ludzi, telefony bez przerwy, miałem wrażenie, że cały czas mam słuchawkę przy uchu. To uczy pokory. Zmieniłem się bardzo. Kiedyś byłem nerwowy, za szybki... dzisiaj nauczyłem się wsłuchać, w to, co mówi klient.

KSK powstało w 1992 roku, ale giąć zaczęliście w 1998 roku...

Tak, najpierw w Bydgoszczy, a w 99 roku przenieśliśmy się do Solca Kujawskiego. Dzisiaj to ponad 60 osób, 30 pełnych systemów na magazynie, ponad 1300 pozycji asortymentowych.

No właśnie, jak wy to ogarniacie? Zarządzanie 30-stoma systemami, to chyba jest trudniejsze niż u producenta, produkującego nawet w kilku systemach.

Najgorsze są kawałki, a inwentaryzacja co miesiąc to niezła zabawa... (śmiech)

Jakiś program komputerowy może zrobicie?

Jest program. Tylko co z tego. Fizycznie odciąć trzeba tyle, ile potrzebne do gięcia. Na stanie jest np. 40 m, ale ile, w jakich odcinkach, to już nie ma sensu "wklepywać" w cokolwiek.

A jakby piła to jakoś zliczała?

No tak, tylko przy tej ilości systemów, musiała by je rozróżniać... To może by się dało zrobić, ale się nie opłaca. Do tego dochodzą takie szczegóły jak kolory: jednostronne, dwustronne, materiał: nasz albo powierzony, albo część naszego, część powierzonego... Nie ukrywam, że nie jest to łatwe. Codziennie wszytko jest na bieżąco, codziennie jest raport z produkcji. Każde zlecenie ma ileś tabelek, które trzeba opisać. Przestrzegamy tu reżimu bardzo ostro, bez tego zginęlibyśmy. No i rozwijamy się nieustannie. A to nasze najnowsze dziecko. Zaprojektowaliśmy maszynę jakiej nie ma chyba na świecie. Uniwersalna frezarka do słupka, brzmi prosto, ale spróbuj równocześnie obrabiać 30 systemów i w łuku!

Ale ja tu widzę właściwie linię do produkcji stolarki PVC...

Tak, ale to służy do obsługi naszych odbiorców. Nie nastawiamy się na 1000 szt. dziennie typówki. Każdy ma wybór, może zamówić łuk, zgrzewkę ze słupkiem lub bez, z okuciem, szybą... Roto, Siegenia... żaden problem. A potem zrobimy następny dział, własne szyby. Taak... nasi klienci dostaną co chcą...

Zauważyłem bardzo dobre relacje z ludźmi. Zresztą widzę taką regułę, że jeśli firmie "wychodzi", to najwyraźniej ma to związek z tym, że ludzie czują się podmiotem w firmie, dobrze się w niej czują. Ten ogródek i basen to przejaw tego?

Tu jest milion litrów wody, jak budowaliśmy cały kompleks, to była różnica wysokości i aby to podnieść, potrzebna była ziemia. Wybierając ją zrobiliśmy dziurę więc pomysł na staw-basen powstał w naturalny sposób. Teraz to jest kąpielisko, jaka tu woda jest, czyściutka, filtrowana, krystaliczna. Latem załoga z rodzinami potrafi siedzieć cały dzień. To jest niesamowity widok i przyjemność.

Ja chyba rozumiem dlaczego jesteście w tym miejscu, kwestia 105% chyba to wyjaśnia...
Trzeba pilnować rzeczy podstawowej. Jeszcze spóźnić się dzień czy 2, to da się przeżyć. Ale jak masz zepsuć produkt, to po co go robić?! Najważniejsza jest jakość. To musi działać, a nie tylko wyglądać!!! A największy skarb, to jeśli załoga jest dojrzała i wie, że od nich wszystko zależy. No i oczywiście trzeba godziwie płacić. Co do ludzi, to jest proste przełożenie: jeśli Wy macie pieniądze, to ja mam pieniądze, jeśli ja mam pieniądze to Wy macie pieniądze. Nie ma czegoś takiego, że ja latam helikopterem, a dla Was 500 zł na rękę.

O widzę zamówienie BUDVARU, prokurent BUDVARU Marek Trzciński startował do senatu, niestety nie udało się. Natomiast niedługo będzie u nas wywiad z Romkiem Ludwiczukiem, branżowcem od lat... dziś jest senatorem... O polityce myślałeś?

Myślałem, ale ja jestem cholerykiem, takim niegroźnym. Ale w polityce to gadają nie wprost. Sprawy załatwia się latami, no i układy... Ja bym tego nie wytrzymał albo oni tego by nie wytrzymali (śmiech). Po za tym, ja chce być Panem samego siebie, na swoim. Jak przegram, to na własny rachunek, bez żadnych pretensji do innych.

A co myślisz o rynku?

Polacy się "tłuką" w Polsce. Przenieśliśmy się do Niemiec, "tłuczemy" się w Niemczech. Czesi i Słowacy nie mogą na nas patrzeć, bo Polacy sprzedają za te same pieniądze w Niemczech, Czechach, co w Polsce. Nie wiem czy to wzajemne wybijanie się ma sens. Z jednej strony nie widać liberalizacji w Niemczech. Cała ściana wschodnia chętnie zatrudniałaby Polaków do pracy, ale nie wolno. Z drugiej strony napływ polskiej technologii, no może to za duże słowo, usług i produktów, jest tak duży, że Niemieccy przedsiębiorcy zaczynają się zastanawiać, a nawet bać. Firma z Polski wchodząca do Niemiec z 48 oddziałami mówi, że w ciągu paru dni jest w stanie dowieźć każde okno na każdą ulicę. Małe firmy jeszcze są, ale wystarczy że paru mocnych graczy zacznie ze sobą walczyć. Ale oni mogą ze sobą walczyć, podobna wielkość, podobna logistyka, lepiej zorganizowana lub gorzej. Dla nich "parę złotych" na oknie wystarczy, ale co mają zrobić małe firmy? A mówiono, że duże firmy "popłyną". Okazuje się, że to nie prawda.... Owszem kilka popłynęło, ale reszta dyktuje warunki.

A co to jest za miejsce ten Solec Kujawski, że tu firma przy firmie, każda ciekawsza od drugiej?

Zaczęło się od dużej inwestycji, czyli tzw. centrum radiowe, a potem park przemysłowy. Jest grunt, są ulgi podatkowe. No i klimat dla przedsiębiorców, to wystarczy...

Dla mnie to Ty i KSK, i cały Solec, jest przykładem, w stronę którego powinna iść Polska. Przedsiębiorcy i jeszcze raz przedsiębiorcy, którym się nie przeszkadza, nie postrzega ich jak krwiopijców. To lepsze rozwiązanie niż uzbrojeni po zęby kontrolerzy państwowi.

Tak, damy radę... (śmiech)

Zainteresowany? Poproś o ofertę!





Łucznik-Lockpol z nową siedzibą w zabytkowej fabryce z 1923 roku

Łucznik-Lockpol z nową siedzibą w zabytkowej fabryce z 1923 roku

Od sierpnia tego roku siedzibę firmy Łucznik-Lockpol,...

DOBRY MONTAŻ – rusza nowa odsłona kampanii

DOBRY MONTAŻ – rusza nowa odsłona kampanii

Wraz z początkiem sierpnia 2017 roku rozpoczęła się...

Małe elektrozaczepy Hartte XS-C z funkcją wyślizgu w ofercie BIRA

Małe elektrozaczepy Hartte XS-C z funkcją wyślizgu w ofercie BIRA

BIRA wprowadza małe elektrozaczepy Hartte XS-C z...

Push & Go – praktyczny i wygodny system zastępujący tradycyjny kantrygiel

Push & Go – praktyczny i wygodny system zastępujący tradycyjny kantrygiel

Korzystanie z tradycyjnego kantrygla w drzwiach...



» Więcej na subportalu dostawcy, akcesoria