Jerzy Stachowiak, wieloletni szef fabryki Roplasto we Wrocławiu, którą uratował po kryzysie i wprowadził pod skrzydła Spectusa, otworzył nowy rozdział w swojej karierze. Od lipca 2009 roku reprezentuje austriackiego potentata w narzędziach do ekstruzji – Greiner. Architekt, podróżnik, jak sam o sobie mówi – wiecznie ciekawy „człowiek renesansu”. Jest również doradcą w kwestii wdrożenia zintegrowanego systemu Microsoft Dynamics (Navision), które jest podstawą restrukturyzacji procesu kosztowo-produkcyjnego. Jest to zaledwie namiastka bezcennej wiedzy, jaką Jerzy Stachowiak może zaproponować każdej pragnącej swojego rozwoju firmie.
Panie Jerzy, nie mogę nie zapytać o historię, która odbiła się szerokim echem w branży przeszło 3 lata temu. Był Pan wieloletnim szefem Fabryki Roplasto we Wrocławiu, którą uratował Pan po kryzysie i wprowadził pod skrzydła firmy Spectus.
Roplasto Polska upadło w styczniu 2007. Ja złożyłem wniosek o upadłość na początku kwietnia. Wniosek został zatwierdzony 8 maja 2007 roku, a już 1 czerwca zaczęliśmy działać jako Spectus.
Jest mi bardzo żal firmy Roplasto, choćby ze względu na fakt, że udało nam się zbudować dosyć mocną pozycję na rynku, mieliśmy bardzo dużo klientów, byliśmy czołowym dostawcą profili w kraju… Niestety niekorzystny zbieg okoliczności sprawił, że musieliśmy zaprzestać naszej działalności. Nie udało się w odpowiednim czasie przenieść produkcji z Niemiec do Polski i to był główny czynnik. Kolejnymi były: konkurencja cenowa na rynku i konieczność konkurowania, czyli obniżania cen, a z drugiej strony strasznie niekorzystne ceny surowca, szczególnie w latach 2005 i 2006. To wszystko spowodowało, że niemiecka firma nie wytrzymała ciśnienia i musiała ogłosić upadłość na początku 2007 roku. Ze względu na nasze wzajemne powiązania, z czasem i my musieliśmy zdecydować się na to samo. Roplasto Polska wytrzymało 4 miesiące na placu boju… Nie chcę wracać do tych wszystkich szczegółów… Na szczęście udało mi się przekazać fabrykę w ręce grupy, która jest właścicielem firmy Spectus. Fabryka po króciutkiej przerwie (były to raptem 3 tygodnie) rozpoczęła działalność pod nową marką.
Poszedł Pan trudną i ryzykowną drogą. Opłaciła się ta decyzja? Jak Pan to ocenia z perspektywy czasu? Jak to się wszystko odbyło?
Opłaciła się jak najbardziej. Rzeczywiście z pewnymi rzeczami trzeba było pójść „po bandzie” i nie chodziło tylko o pieniądze. Pracowaliśmy we wspaniałej atmosferze, związek ludzi był bardzo mocny. W biznesie można koncentrować się tylko na zysku, ale ja uważam, że trzeba pamiętać zawsze o ludziach, którzy mają swoje życie, swoje rodziny, swoje marzenia.
Ludzie wierzyli do końca, że uratujemy firmę. Jak się odpowiada za setkę ludzi, to trudno powiedzieć „ważne jest to, co się ze mną stanie, moja przyszłość”. Ja przede wszystkim walczyłem o to, żeby ci ludzie nie stracili miejsc pracy i się udało. Jednak reguły biznesu są twarde, inwestorzy wkładają swoje pieniądze i mają oczekiwania. W związku z tym musieliśmy trochę rzeczy zmienić, paru ludzi zwolnić. Ze 100 osób zostało 70, ale za to pensje były wypłacane bez ani jednego dnia zwłoki. Główny trzon załogi pozostał i pracuje dalej. Pierwszy człowiek, który był zatrudniony, dalej pracuje. Nawet powiem lepiej, firma oficjalnie zaczęła pracować 1 lipca, a on od kwietnia pracował na czarno. Wojciechowi Tomaszewskiemu w tym roku "stuknie" 16 lat w firmie.
Przekazał Pan byłą fabrykę Roplasto w ręce Spectusa i wycofał się Pan…?
Ja się nie wycofałem od razu. Przepracowałem jeszcze 2 lata. Zajmowałem się oddziałem Spectusa w Europie. Po 2 latach doszedłem do wniosku, po 15 latach kierowania firmą, że chciałbym robić to, o czym myślałem od dłuższego czasu. Postanowiłem podziałać na własną rękę.
Jest Pan człowiekiem o przebogatym doświadczeniu. Czy mógłby się Pan podzielić z naszymi czytelnikami pewnymi faktami z życia, które zdecydowały o Pana losach?
Ja jestem z wykształcenia architektem i trochę pracowałem w takim charakterze, ale niedługo. Więcej działałem w branży budowlanej. Sporo „włóczyłem się” również po świecie, znam prawie całą Europę i USA. Po 5 latach pobytu w Niemczech, gdzie byłem kierownikiem budowy, zdecydowaliśmy się z żoną onkologiem na powrót do Polski. Niemcy to nie jest kraj dla mnie. Szczególnie po pobycie w Stanach. Niemcy mają przepis na każdy krok, który robią. Niemniej to tam natknąłem się na firmę Roplasto. Przyjechałem do Polski z teczką i zarejestrowaną firmą. Zbudowałem wszystko od podstaw... A wszystko zaczęło się 1 lipca 1994 roku…
Na początku było ciężko, bo trzeba było zaczynać wszystko od zera, podczas, gdy inne firmy jak Veka czy Rehau miały już ugruntowaną pozycję. Na szczęście mieliśmy poparcie ogromnego koncernu brytyjskiego, który sprawował pieczę nad Roplasto i tu inwestował pieniądze w fabrykę, w tłoczenie profili i w zespół, który nie mógłby być lepiej skompletowany. Sztandarowymi przykładami są Marek Mędrek, ówczesny szef sprzedaży w Roplasto, a w tej chwili szef sprzedaży Schuco oraz Wojciech Bober, dawniej szef sprzedaży Plastmo a teraz szef sprzedaży Spectus. Ludzi z Roplasto można znaleźć w wielu znanych firmach naszej branży. Wydaje mi się, że przeszliśmy tutaj dobrą szkołę życia.
Jakiś czas temu otworzył Pan zupełnie nowy rozdział w swojej karierze i obecnie reprezentuje Pan austriackiego potentata od narzędzi do ekstruzji, czyli firmę Greiner.
Tak naprawdę, to jest zaledwie jedna część mojej działalności. Oczywiście to bardzo cenne dla mnie, że mogę reprezentować Greinera, który jest bez wątpienia liderem na tym rynku. Niemniej zawsze chciałem doradzać firmom w różnych sprawach i teraz mogę to robić. Odbyłem różne szkolenia w Niemczech i Anglii związane z zarządzaniem, restrukturyzacją firm oraz finansami. Moim głównym zamierzeniem jest doradzanie firmom produkującym okna, które zajmują się ekstruzją. Dzięki pracy dla Greinera mogę oferować najlepsze narzędzia do ekstruzji na świecie... Nie chwalę Greinera tylko dlatego, że dla nich pracuję, ale to właśnie oni dysponują najnowszą technologią i rozwiązaniami. Nie ma właściwie drugiej takiej firmy. Praca dla nich to jedno, natomiast Microsoft Dynamics to drugi profil mojej działalności. Microsoft Dynamics Navision jest dla mnie doskonałym narzędziem, by pomagać firmom optymalizować, restrukturyzować i kontrolować koszty.
Znam ten system od wielu lat – jest on pewny, niezawodny, dopracowany do granic możliwości. Microsoft to firma, która gwarantuje kompatybilność tego systemu z innymi aplikacjami. Właściwie jest to strzał w dziesiątkę od momentu decyzji. Z tym, że wdrożenie tego systemu do tanich nie należy.
Polskie firmy potrzebują udoskonalenia pracy wewnętrznej, opracowania struktury, kontroli kosztów, odpowiedniego rozliczania produkcji, sprzedaży, kontaktów z klientami. Do tego potrzebne jest narzędzie. Oczywiście są inne systemy, ale ten system jest najbardziej odpowiedni dla średnich i nieco większych firm.
Wspominał Pan, że dzięki pracy dla Greinera, i związanymi z tym faktem licznymi podróżami, poszerzyły się Pańskie "branżowe horyzonty". Jakie są Pana przemyślenia na temat branży? Czy może się Pan podzielić nimi z naszymi czytelnikami?
Jeżeli chodzi o produkcję profili, rynek polski był zdominowany przez firmy zagraniczne, takie jak Veka, Roplasto, Rehau, Aluplast, Gealan, Brugmann. Od paru lat można mówić o zjawisku „polskiego rynku ekstruzyjnego”. Do grona firm, które mają swój wkład w ten proces zaliczają się: Dobroplast, Drutex, Wital. Są to firmy, które są relatywnie nowe, młode w porównaniu z firmami niemieckimi, które mogą pochwalić się niekiedy 50-letnim doświadczeniem. Muszę przyznać, że na początku obserwowałem wysiłki Polaków dość sceptycznym okiem. Wiedziałem, jak trudną branżą jest ekstruzja, jak wiele znaczy tu doświadczenie. Natomiast teraz jestem pod wrażeniem! Tym bardziej, że w Polsce nie było czegoś takiego, jak tradycja ekstruzji. Jestem pod wrażeniem, jak szybko ludzie się tego nauczyli. W tej chwili widać jak te firmy się rozwinęły i jak rozsądnie inwestują. W związku z tym myślę, że polskie firmy mają przed sobą wspaniałe perspektywy. Może nawet dojść do tego, że to Polacy w pewien sposób zaczną dominować nad firmami zagranicznymi.
Kto Pana zdaniem wiedzie prym wśród polskich firm, które zaczynają się specjalizować w ekstruzji?
Świetnie zorganizowany jest Drutex, jak i również Dobroplast, ale też nie można złego słowa powiedzieć o Witalu, o którym niedawno mało kto słyszał, a który doskonale sobie radzi i inwestuje w jakościowo dobre rzeczy. Decco do pewnego czasu ograniczała się do importu z Chin, co spotykało się z krytycznymi opiniami ze strony branżowców, a teraz dysponuje pięknym zakładem, produkuje, ma plany inwestycyjne.
Uważam, że Polska staje się albo już stałą się centrum produkcji okien dla Europy. Firmy się doinwestowały, są bardzo dobrze wyposażone, mają świetne maszyny, produkują olbrzymie ilości okien i, co ważne, są to okna na bardzo wysokim poziomie. Takie firmy jak Dobroplast, Drutex, Oknoplast Kraków są znane w Europie. Z szacunku dla Oknoplastu Kraków trzeba ją oddzielić od innych firm, bo ona wykreowała swoją markę na rynku europejskim przez jakość, doskonałą obsługę, ale też właśnie dzięki temu, że się ceni i nie sprzedaje swoich produktów tanio. Myślę, że z czasem ciężko będzie innym krajom konkurować z Polską, jeżeli chodzi o tę branżę.
Mamy wszystko do dyspozycji. Wszystkie materiały jakie są najlepsze na świecie, mamy najnowszą technologię. Nie przesadziłbym, gdybym powiedział, że w Polsce spotyka się największe skupienie najnowocześniejszych linii automatycznych na świecie. Ale należy troszeczkę bardziej skoncentrować się na kliencie, a nie oferować tylko cenę. Wiem, że u nas cena jest ważna, bo ludzie patrzą na cenę, ale z drugiej strony trzeba uświadamiać ludziom, że parę złotych więcej zapewni im lepszą jakość, bezproblemowe użytkowanie, zwracać uwagę na fakt, że to jest inwestycja na wiele lat.
Panie Jerzy, czy ma Pan sprecyzowane plany dotyczące przyszłości? Będą jakieś rewolucje?
Plany mam bardzo sprecyzowane. Chciałbym robić to, co robię teraz. Sprawia mi to ogromną przyjemność. Ja jestem trochę jak „człowiek renesansu”. Wieloma rzeczami w życiu się zajmowałem. Miałem nawet sklep mięsny. Ja już skończyłem pięć „dych”, ale się czuję, jakbym miał dwadzieścia parę lat i ciągle mnie kręcą nowe rzeczy. Architekci mają taki mało lubiany przedmiot na studiach, który nazywa się geometria wykreślna. Wymaga ogromnej wyobraźni przestrzennej. Pochwalę się, że byłem najlepszy na studiach z tego przedmiotu. I wydaje mi się, że to widzenie przestrzenne ma szerszy kontekst, przekłada się na procesy biznesowe i technologiczne, ułatwia też widzenie z pewnym wyprzedzeniem.
Ze Stanów Zjednoczonych przywiozłem coś naprawdę cennego, i nie są to pieniądze. Tam nie można powiedzieć, że nie jesteś w stanie czegoś zrealizować. Jak się pytają, czy to się da zrobić, to trzeba powiedzieć „no problem”, mimo że jeszcze nie wiesz, jak się za to zabrać. Ze mną jest podobnie – mówię „no problem” i kombinuję, jak sprostać kolejnemu wyzwaniu...
Panie Jerzy, nie mogę nie zapytać o historię, która odbiła się szerokim echem w branży przeszło 3 lata temu. Był Pan wieloletnim szefem Fabryki Roplasto we Wrocławiu, którą uratował Pan po kryzysie i wprowadził pod skrzydła firmy Spectus.
Roplasto Polska upadło w styczniu 2007. Ja złożyłem wniosek o upadłość na początku kwietnia. Wniosek został zatwierdzony 8 maja 2007 roku, a już 1 czerwca zaczęliśmy działać jako Spectus.
Jest mi bardzo żal firmy Roplasto, choćby ze względu na fakt, że udało nam się zbudować dosyć mocną pozycję na rynku, mieliśmy bardzo dużo klientów, byliśmy czołowym dostawcą profili w kraju… Niestety niekorzystny zbieg okoliczności sprawił, że musieliśmy zaprzestać naszej działalności. Nie udało się w odpowiednim czasie przenieść produkcji z Niemiec do Polski i to był główny czynnik. Kolejnymi były: konkurencja cenowa na rynku i konieczność konkurowania, czyli obniżania cen, a z drugiej strony strasznie niekorzystne ceny surowca, szczególnie w latach 2005 i 2006. To wszystko spowodowało, że niemiecka firma nie wytrzymała ciśnienia i musiała ogłosić upadłość na początku 2007 roku. Ze względu na nasze wzajemne powiązania, z czasem i my musieliśmy zdecydować się na to samo. Roplasto Polska wytrzymało 4 miesiące na placu boju… Nie chcę wracać do tych wszystkich szczegółów… Na szczęście udało mi się przekazać fabrykę w ręce grupy, która jest właścicielem firmy Spectus. Fabryka po króciutkiej przerwie (były to raptem 3 tygodnie) rozpoczęła działalność pod nową marką.
Poszedł Pan trudną i ryzykowną drogą. Opłaciła się ta decyzja? Jak Pan to ocenia z perspektywy czasu? Jak to się wszystko odbyło?
Opłaciła się jak najbardziej. Rzeczywiście z pewnymi rzeczami trzeba było pójść „po bandzie” i nie chodziło tylko o pieniądze. Pracowaliśmy we wspaniałej atmosferze, związek ludzi był bardzo mocny. W biznesie można koncentrować się tylko na zysku, ale ja uważam, że trzeba pamiętać zawsze o ludziach, którzy mają swoje życie, swoje rodziny, swoje marzenia.
Ludzie wierzyli do końca, że uratujemy firmę. Jak się odpowiada za setkę ludzi, to trudno powiedzieć „ważne jest to, co się ze mną stanie, moja przyszłość”. Ja przede wszystkim walczyłem o to, żeby ci ludzie nie stracili miejsc pracy i się udało. Jednak reguły biznesu są twarde, inwestorzy wkładają swoje pieniądze i mają oczekiwania. W związku z tym musieliśmy trochę rzeczy zmienić, paru ludzi zwolnić. Ze 100 osób zostało 70, ale za to pensje były wypłacane bez ani jednego dnia zwłoki. Główny trzon załogi pozostał i pracuje dalej. Pierwszy człowiek, który był zatrudniony, dalej pracuje. Nawet powiem lepiej, firma oficjalnie zaczęła pracować 1 lipca, a on od kwietnia pracował na czarno. Wojciechowi Tomaszewskiemu w tym roku "stuknie" 16 lat w firmie.
Przekazał Pan byłą fabrykę Roplasto w ręce Spectusa i wycofał się Pan…?
Ja się nie wycofałem od razu. Przepracowałem jeszcze 2 lata. Zajmowałem się oddziałem Spectusa w Europie. Po 2 latach doszedłem do wniosku, po 15 latach kierowania firmą, że chciałbym robić to, o czym myślałem od dłuższego czasu. Postanowiłem podziałać na własną rękę.
Jest Pan człowiekiem o przebogatym doświadczeniu. Czy mógłby się Pan podzielić z naszymi czytelnikami pewnymi faktami z życia, które zdecydowały o Pana losach?
Ja jestem z wykształcenia architektem i trochę pracowałem w takim charakterze, ale niedługo. Więcej działałem w branży budowlanej. Sporo „włóczyłem się” również po świecie, znam prawie całą Europę i USA. Po 5 latach pobytu w Niemczech, gdzie byłem kierownikiem budowy, zdecydowaliśmy się z żoną onkologiem na powrót do Polski. Niemcy to nie jest kraj dla mnie. Szczególnie po pobycie w Stanach. Niemcy mają przepis na każdy krok, który robią. Niemniej to tam natknąłem się na firmę Roplasto. Przyjechałem do Polski z teczką i zarejestrowaną firmą. Zbudowałem wszystko od podstaw... A wszystko zaczęło się 1 lipca 1994 roku…
Na początku było ciężko, bo trzeba było zaczynać wszystko od zera, podczas, gdy inne firmy jak Veka czy Rehau miały już ugruntowaną pozycję. Na szczęście mieliśmy poparcie ogromnego koncernu brytyjskiego, który sprawował pieczę nad Roplasto i tu inwestował pieniądze w fabrykę, w tłoczenie profili i w zespół, który nie mógłby być lepiej skompletowany. Sztandarowymi przykładami są Marek Mędrek, ówczesny szef sprzedaży w Roplasto, a w tej chwili szef sprzedaży Schuco oraz Wojciech Bober, dawniej szef sprzedaży Plastmo a teraz szef sprzedaży Spectus. Ludzi z Roplasto można znaleźć w wielu znanych firmach naszej branży. Wydaje mi się, że przeszliśmy tutaj dobrą szkołę życia.
Jakiś czas temu otworzył Pan zupełnie nowy rozdział w swojej karierze i obecnie reprezentuje Pan austriackiego potentata od narzędzi do ekstruzji, czyli firmę Greiner.
Tak naprawdę, to jest zaledwie jedna część mojej działalności. Oczywiście to bardzo cenne dla mnie, że mogę reprezentować Greinera, który jest bez wątpienia liderem na tym rynku. Niemniej zawsze chciałem doradzać firmom w różnych sprawach i teraz mogę to robić. Odbyłem różne szkolenia w Niemczech i Anglii związane z zarządzaniem, restrukturyzacją firm oraz finansami. Moim głównym zamierzeniem jest doradzanie firmom produkującym okna, które zajmują się ekstruzją. Dzięki pracy dla Greinera mogę oferować najlepsze narzędzia do ekstruzji na świecie... Nie chwalę Greinera tylko dlatego, że dla nich pracuję, ale to właśnie oni dysponują najnowszą technologią i rozwiązaniami. Nie ma właściwie drugiej takiej firmy. Praca dla nich to jedno, natomiast Microsoft Dynamics to drugi profil mojej działalności. Microsoft Dynamics Navision jest dla mnie doskonałym narzędziem, by pomagać firmom optymalizować, restrukturyzować i kontrolować koszty.
Znam ten system od wielu lat – jest on pewny, niezawodny, dopracowany do granic możliwości. Microsoft to firma, która gwarantuje kompatybilność tego systemu z innymi aplikacjami. Właściwie jest to strzał w dziesiątkę od momentu decyzji. Z tym, że wdrożenie tego systemu do tanich nie należy.
Polskie firmy potrzebują udoskonalenia pracy wewnętrznej, opracowania struktury, kontroli kosztów, odpowiedniego rozliczania produkcji, sprzedaży, kontaktów z klientami. Do tego potrzebne jest narzędzie. Oczywiście są inne systemy, ale ten system jest najbardziej odpowiedni dla średnich i nieco większych firm.
Wspominał Pan, że dzięki pracy dla Greinera, i związanymi z tym faktem licznymi podróżami, poszerzyły się Pańskie "branżowe horyzonty". Jakie są Pana przemyślenia na temat branży? Czy może się Pan podzielić nimi z naszymi czytelnikami?
Jeżeli chodzi o produkcję profili, rynek polski był zdominowany przez firmy zagraniczne, takie jak Veka, Roplasto, Rehau, Aluplast, Gealan, Brugmann. Od paru lat można mówić o zjawisku „polskiego rynku ekstruzyjnego”. Do grona firm, które mają swój wkład w ten proces zaliczają się: Dobroplast, Drutex, Wital. Są to firmy, które są relatywnie nowe, młode w porównaniu z firmami niemieckimi, które mogą pochwalić się niekiedy 50-letnim doświadczeniem. Muszę przyznać, że na początku obserwowałem wysiłki Polaków dość sceptycznym okiem. Wiedziałem, jak trudną branżą jest ekstruzja, jak wiele znaczy tu doświadczenie. Natomiast teraz jestem pod wrażeniem! Tym bardziej, że w Polsce nie było czegoś takiego, jak tradycja ekstruzji. Jestem pod wrażeniem, jak szybko ludzie się tego nauczyli. W tej chwili widać jak te firmy się rozwinęły i jak rozsądnie inwestują. W związku z tym myślę, że polskie firmy mają przed sobą wspaniałe perspektywy. Może nawet dojść do tego, że to Polacy w pewien sposób zaczną dominować nad firmami zagranicznymi.
Kto Pana zdaniem wiedzie prym wśród polskich firm, które zaczynają się specjalizować w ekstruzji?
Świetnie zorganizowany jest Drutex, jak i również Dobroplast, ale też nie można złego słowa powiedzieć o Witalu, o którym niedawno mało kto słyszał, a który doskonale sobie radzi i inwestuje w jakościowo dobre rzeczy. Decco do pewnego czasu ograniczała się do importu z Chin, co spotykało się z krytycznymi opiniami ze strony branżowców, a teraz dysponuje pięknym zakładem, produkuje, ma plany inwestycyjne.
Uważam, że Polska staje się albo już stałą się centrum produkcji okien dla Europy. Firmy się doinwestowały, są bardzo dobrze wyposażone, mają świetne maszyny, produkują olbrzymie ilości okien i, co ważne, są to okna na bardzo wysokim poziomie. Takie firmy jak Dobroplast, Drutex, Oknoplast Kraków są znane w Europie. Z szacunku dla Oknoplastu Kraków trzeba ją oddzielić od innych firm, bo ona wykreowała swoją markę na rynku europejskim przez jakość, doskonałą obsługę, ale też właśnie dzięki temu, że się ceni i nie sprzedaje swoich produktów tanio. Myślę, że z czasem ciężko będzie innym krajom konkurować z Polską, jeżeli chodzi o tę branżę.
Mamy wszystko do dyspozycji. Wszystkie materiały jakie są najlepsze na świecie, mamy najnowszą technologię. Nie przesadziłbym, gdybym powiedział, że w Polsce spotyka się największe skupienie najnowocześniejszych linii automatycznych na świecie. Ale należy troszeczkę bardziej skoncentrować się na kliencie, a nie oferować tylko cenę. Wiem, że u nas cena jest ważna, bo ludzie patrzą na cenę, ale z drugiej strony trzeba uświadamiać ludziom, że parę złotych więcej zapewni im lepszą jakość, bezproblemowe użytkowanie, zwracać uwagę na fakt, że to jest inwestycja na wiele lat.
Panie Jerzy, czy ma Pan sprecyzowane plany dotyczące przyszłości? Będą jakieś rewolucje?
Plany mam bardzo sprecyzowane. Chciałbym robić to, co robię teraz. Sprawia mi to ogromną przyjemność. Ja jestem trochę jak „człowiek renesansu”. Wieloma rzeczami w życiu się zajmowałem. Miałem nawet sklep mięsny. Ja już skończyłem pięć „dych”, ale się czuję, jakbym miał dwadzieścia parę lat i ciągle mnie kręcą nowe rzeczy. Architekci mają taki mało lubiany przedmiot na studiach, który nazywa się geometria wykreślna. Wymaga ogromnej wyobraźni przestrzennej. Pochwalę się, że byłem najlepszy na studiach z tego przedmiotu. I wydaje mi się, że to widzenie przestrzenne ma szerszy kontekst, przekłada się na procesy biznesowe i technologiczne, ułatwia też widzenie z pewnym wyprzedzeniem.
Ze Stanów Zjednoczonych przywiozłem coś naprawdę cennego, i nie są to pieniądze. Tam nie można powiedzieć, że nie jesteś w stanie czegoś zrealizować. Jak się pytają, czy to się da zrobić, to trzeba powiedzieć „no problem”, mimo że jeszcze nie wiesz, jak się za to zabrać. Ze mną jest podobnie – mówię „no problem” i kombinuję, jak sprostać kolejnemu wyzwaniu...
red. Karolina Truszkowska
oknonet.pl
oknonet.pl
Reklama...czytaj dalej ▼





