13 luty
Jesteśmy
na wysokości 4300 mnpm. Nie ma tu łączności komórkowej - a jedynie
dostęp do internetu i czasami do telefonu satelitarnego. Dwa dni temu
pokonaliśmy pierwszy etap wyprawy podchodząc do bazy Confluencja (3400
mnpm). Tam nocowaliśmy i pomyślnie przeszliśmy pierwsze badania
lekarskie. W dniu wczorajszym wspinaliśmy się 16 km do wysokości 4300
mnpm. Zajęło nam to 9 godzin marszu z pełnym ekwipunkiem. Pogoda była
bardzo kiepska. Teren, na którym zazwyczaj należy osłaniać się przed
palącym słońcem, dla nas był mniej przyjazny. Wiał bardzo silny wiatr i
padał śnieg. Dziś (13.02.11) pogoda jest piękna, a my spędzamy czas na
jednodniowej aklimatyzacji w obozie. Jutro jeżeli pomyślnie przejdziemy
kolejne badania lekarskie ruszamy wyżej na dalszą aklimatyzację.
Nastroje w zespole dobre.
14 luty
Przechodzimy kolejne badania lekarskie.
większość grupy ma dobre wyniki, ale nie wszyscy. Kilka osób musi jutro
powtórzyć badania. Czekając na swoją kolejkę u lekarza widzimy jak sanitariusze
odprowadzają do śmigłowca człowieka ze ślepotą śnieżną, przykry widok. W ramach
aklimatyzacji o 11-ej startujemy w kierunku szczytu Bonette (5003 mnpm), który
zdobywamy około godziny 15.30. To pierwsze poważne wejście skutkuje pierwszą
selekcją. Wygląda na to, że jutro do Nido wchodzimy jedynie w dziesiątkę. 3
osoby już zrezygnowały z dalszej wspinaczki, a kolejne 3 musza się zgłosić do
lekarza, wtedy okaże się czy wejdą dalej.
15 luty
O 11:00 z ekwipunkiem i z namiotami ruszamy do Nido
de Condores. To pierwszy obóz powyżej bazy. Położony na wysokości 5600 mnpm. 8
godzin męczarni na palącym słońcu na przemian ze śnieżycami. O 19-ej jesteśmy
na przełęczy. Przed nami kilkugodzinne topienie śniegu i gotowanie wody. Na tej
wysokości i przy tym ciśnieniu o wrzątku można jedynie pomarzyć. Tutaj mamy
przespać noc. O spaniu również można
jedynie pomarzyć. Około 21-ej łączymy sie z bazą i otrzymujemy informacje, że
jednego z naszych kompanów zabrał śmigłowiec. Powodem była ostra choroba
wysokościowa.
16 luty
O 8:00 budzi nas ryk silnika śmigłowca. Wstajemy,
szykujemy nieco jedzenia i „na lekko” próbujemy wejść jeszcze ze 200 metrów do
góry. Niestety bez raków nie da rady. Zostawiamy depozyt i schodzimy do Plaza
de Mulas. Zejście jest dużo łatwiejsze - zajmuje nam jedynie 2,5 godziny. Całe
popołudnie przeznaczamy na regeneracje sił.
17 luty
Kolejny dzień regeneracji. W ciągu najbliższych dni wyruszamy na atak szczytowy. Wszystko
zależy od pogody no i naszej kondycji.
18 luty
Kolejny dzień regeneracyjny, w zasadzie po za badaniami u lekarza nic sie nie dzieje.
19 lutegoO 11-tej ruszyliśmy do Nido de Condores. Jeżeli kilka dni temu narzekaliśmy na pogodę (słońce na przemian ze śnieżycami) to przepraszamy. Dziś są tylko śnieżyce. Wejście pokonaliśmy w 6,5 godziny. Wygląda jednak na to, że posiedzimy tu troszkę bo pogoda kiepska. Topimy wodę ze śniegu, pijemy i ...tyle, tak przez cały dzień.
20 lutego
Rano wyruszamy z ekwipunkiem do Coolery (około 6000 mnpm). Wśród kamieni w Coolerze zostawiamy depozyt. Przyda się za kilka dni. Przy okazji to doskonała, kolejna aklimatyzacja. Po godzinnym pobycie schodzimy spać do Nido de Condores. Dziś zrezygnował z wejścia kolejny członek zespołu. Z 16-tu zostało nas już tylko 11-tu.
21 lutegoDziś zwijamy obóz w Nido de Condores i wynosimy namioty do Coolery. Stąd rozpocznie sie atak szczytowy. Prognozy nie są zachwycające. Noc z 21 na 22 m byc wietrzna, jakieś 50 do 60 km/h. To za dużo! Czekamy - czyli topienie śniegu, picie i ... tyle.
22 lutegoPrognoza się potwierdziła, wieje jak cholerka. Mimo, że byliśmy przygotowani na atak musieliśmy sie obejść smakiem. Czekamy - czyli... Aha, dziś odpadł kolejny członek ekipy.
23 lutegoO 03:30 pobudka (i tak nikt nie spał), ruszamy o 05:30, atak jest szacowany na 8 do 9 godzin. Kolejny członek ekipy wycofuje się. w sumie jest nas 9 osob. Ubrani jak na Syberie zmagamy sie z wiatrem i śniegiem. Aconcagua to najbardziej wietrzny ze szczytów wchodzących w skład tzw. korony ziemi (i to swieta prawda!). O godzinie 14:20 wchodzimy na szczyt Aconcagui - 6962 m npm. YES, YES, YES! 9 osob na szczycie. Przebywanie na tej wysokości jest dozwolone tylko do kilkunastu minut. Robimy zdjęcia i schodzimy. Na szczycie wieje, że głowę chce urwać, ale to ponoć piękna pogoda jest. Schodzimy jakieś 20-25 metrów i na wąskiej półce znajdujemy wspaniałe miejsce na nasz plan. Za chwilkę zamontujemy NAJWYŻEJ NA ŚWIECIE niewielkie okno. Od kilkunastu dni rozpracowywaliśmy w teorii tę chwilę. Ustawiamy okienko Avante, uzbrajamy pistolet w pianę Tytan i ... wszystko idzie jak po maśle. Piana wychodzi jakby nic sobie nie robiła z niskiego ciśnienia (430 hPa) i niskiej temperatury (jakieś - 20 może nawet -25 st C). Po sfilmowaniu i sfotografowaniu wyczynu oczywiście wszystko demontujemy i czyścimy (Aconcagua to park - a tu zasady są jasne!). Schodzimy spać do Coolery. Przy namiotach jesteśmy o 17.30. Pojawia się pracownik Guardaparqa i ostrzega nas przed burzą śnieżną! Czyli jeszcze nie koniec przygod.
24 lutego
W kiepskich warunkach schodzimy do bazy na 4300 mnpm - Plaza de Mulas. zajmuje nam to 7 godzin, tu dziś śpimy.
25 lutegoWychodzimy z parku Aconcagua. Pierwszy od kilkunastu dni prysznic, normalne łóżko, normalne jedzenie .... ech, czas do domu wracać. Udało się, choć łatwo nie było. Po powrocie do Polski dostarczymy zdjecia i filmy.
pozdrawiamy mocno i do zobaczenia
Romuald Sadowski i Michał MichnowiczPomysł NAJWYŻEJ na ŚWIECIE zamontowanego OKNA jest próbą zwrócenia
szerszej uwagi na branżę stolarki, której postrzeganie jest być może
nieadekwatne dla znaczenia w gospodarce. Na początku lutego wyruszyła wyprawa na najwyższy szczyt obu Ameryk –
Aconcaguę (6962 m n.p.m.). Podczas tej wyprawy Michał Michnowicz z
Megabudu Rumia i Romek Sadowski z
Okmontu Pierzchnica zamontowali w ułożonej prowizorycznie z kamieni ściance okno
AVANTE.
Montaż okna został uszczelniony pianą TYTAN, dla której te
ekstremalne warunki, panujące na szczycie (ciśnienie w granicach 450 hPa
i temperatura około -20C), są wręcz niewiarygodnym sprawdzianem.
(więcej)